Strony

czwartek, 20 czerwca 2013

Kazimierz Dolny (czyli Budapeszt dzień 5.).

Z samego rana wyruszyliśmy z Rzeszowa prosto do Kazimierza Dolnego. Byłam już w Kazimierzu dwa razy i wtedy jakoś bardziej mi się podobało (co nie znaczy, że teraz nie ;)). Za to tym razem nie miałam przygód z Cygankami ;) Czasu wolnego było bardzo mało, do tego było gorąco i byłam zmęczona podróżą. Ale lody jadłam pyszne, no i oczywiście koguty z ciasta.
Szkoda, że wycieczka tak szybko minęła. Nie chciało mi się wyjeżdżać z Węgier. 






5 komentarzy:

  1. w Kazimierzu byłam raz, w drodze do Zamościa i z tej wyprawy to właśnie Zamość zapamiętałam ;) ale studnię, słynne miejsce spotkań, pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie byłam jeszcze w Kazimierzu! Ale chętnie bym była i zjadła lody i koguta :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Kazimierz, a lody to pewno w Ambrozji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę nową kolekcje ptaszków :D Bardzo ładne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj-fantastyczny ten Twój blog-zostaję i troszkę porozglądam się.W wolnej chwili zapraszam do Dobrych Czasów.Pozdrawiam Jola

    OdpowiedzUsuń