Strony

niedziela, 22 lipca 2012

Book - change.

W sobotę wybrałam się na book - change. To wydarzenie, na którym można wymienić się książkami (jak sama nazwa wskazuje ;)). Wcześniej nie brałam udziału w czymś takim i byłam ciekawa jak to będzie wyglądało. Wybrałam 6 książek ze swojej biblioteczki i poszłam! 
Zasada była jedna - można wynieść tyle książek, ile się przyniosło. Na miejscu było bardzo dużo ludzi, stół z książkami stał w piwnicy i było duszno i ciemno. Całe szczęście byłam jednym z pierwszych uczestników i mogłam prawie w spokoju wybrać książki. W oko wpadło mi 5 i musiałam już wychodzić. Najbardziej zadowolona jestem z dwóch, a trzy kolejne będę mogła bez żalu wymienić na kolejnej imprezie ;) Pomysł bardzo mi się podoba i czekam na kolejne spotkania wymianowe, tylko w innym miejscu... :)

To moje łupy ;)

Misia się czai, żeby zobaczyć moje nowe książki.
Później był mały spacer po Gdyni.


A to kolory z ogródka: 





czwartek, 19 lipca 2012

Kurki.

To prawda, że jaki będzie poniedziałek, taki cały tydzień. Mi tym razem tydzień zaczął się prezentowo - dostałam w pracy całą torebkę kurek, wymytych, oczyszczonych i własnoręcznie zebranych :) Od razu postanowiłam zrobić na obiad jajecznicę, a resztę kurek zamrozić. 
Wtorek minął spokojnie, poza tym, że zrobiłam podejście nr 2 do muffinek. Tym razem bardziej udane niż ostatnio, tylko muffinki miały być z agrestem, ale z emocji zapomniałam go dodać...
A w środę przyjechała Dybka z Pawłem i przywieźli mi dwie książki :)
Dziś odwiedzili mnie w pracy przed wyjazdem i przynieśli zapomniany wczoraj lemon curd prosto z Anglii (nigdy tego nie jadłam, ciekawe czy dobre?). 
A tydzień się jeszcze nie skończył.... ;)





Z pomidorkiem i ogórkiem małosolnym - mniam!






niedziela, 15 lipca 2012

Placki ziemniaczane

Zostało mi kilka ziemniaków po młodych ziemniakach, jakimś cudem uchowały się całe i zdrowe w lodówce, więc postanowiłam na dzisiejszy obiad zrobić placki ziemniaczane. Ale żeby nie było tak prosto i zwyczajnie, to muszę się przyznać, że placki robiłam pierwszy raz w życiu. Nie wiem dokładnie jaki jest przepis, więc dodałam wszytko "na oko" i dorzuciłam cukinię. Mam w domu tylko tarkę (a nie mam malaksera), więc warzywa starłam na ostrzach do surówek - wyszło fajnie. Dodałam mąkę i jajko, przyprawy do smaku i usmażyłam. Do tego obowiązkowo jakaś sałatka, pomidory, papryka i obiad gotowy.
A po obiedzie deser - galaretka agrestowa z agrestem prosto z krzaczka :)








środa, 11 lipca 2012

Muffinki i wieś.

Początkowo głównym tematem tego posta miały być muffinki, ale niestety, nie będę owijać w bawełnę - nie wyszły mi ;) a raczej nie wyszły na tyle (szczególnie wizualnie), żeby było czym się pochwalić, bo w smaku były całkiem całkiem :). Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że to były moje pierwsze w życiu muffinki, ale na pewno nie ostatnie! 
A piekłam je po to, żeby w niedzielę zawieść je na wieś. I ogórki małosolne też zawiozłam (dobrze, że chociaż to mi wyszło!). 
Na wsi spaliłam sobie kark i ramiona, ale wypoczęłam, wygrałam w badmintona i piłkę i zjadłam pyszny sernik na zimno z leśnymi jagodami.


Bocian!







wtorek, 3 lipca 2012

Street art - Bruksela/Paryż

Wakacje się zaczęły. W Gdańsku pogoda okropna, ciągle pada, zimno lub duszno a w nocy burze. Misia się boi burzy, więc siedzimy przy świetle i czekamy aż przejdzie albo Misia leży pod łóżkiem na dywaniku. Czekam na słońce.
W tym roku jakoś tak wyszło, że chyba żadnej zagranicznej-super-egzotycznej wycieczki na urlop nie będę miała, więc powspominam trochę weekend majowy :)
W Paryżu było bardzo dużo twórczości street artowej (część już wstawiałam w poprzednich postach), żałuję, że nie wszystkiemu udało mi się zrobić zdjęcie, ale tak to jest jak się przemieszcza galopem lub autokarem po mieście. 

Poszukuję fajnych przepisów na przetwory (lub coś innego) z jarzębiny? :)


Bruksela:



i Paryż: