Strony

środa, 29 czerwca 2011

Lwów

Parę dni odwlekałam dodanie postu o moim zeszło tygodniowym urlopie we Lwowie, bo nie wiem jak opisać tak udany wyjazd. Na początek napiszę, że było super! ;)
Wycieczka zaczęła się już w Warszawie, gdzie się spotkałyśmy we trzy i z dwoma przesiadkami (Kraków, Rzeszów) dojechałyśmy do Przemyśla.  Stamtąd do Medyki - przejście graniczne (cała маршрутка była zaangażowana w znalezienie naszego hostelu, a wszystko zaczęło się od pani, która wracała z urodzin brata i chciała nas poczęstować ciastem) - Lwów (zdecydowanie polecam hostel Kosmonaut ). Później już tylko zwiedzanie, zwiedzanie, zwiedzanie, w końcu mamy na to tylko sześć dni ;). 
Podróż powrotna też troszkę trwała, ale czas szybko zleciał bo:
  • z Lwowa do Szeginii jechałyśmy w marszrutce z kurczaczkami, dziećmi na kolanach, bukietami kwiatów i w ogóle tłumem ludzi,
  • na przejściu granicznym czekałyśmy 2 godziny w kolejce z tłumem "mrówek", a potem całe szczęście trafiłyśmy do "odpowiedniego" celnika,
  • jadłyśmy pyszne zapiekanki i warzywa w barze mlecznym w Przemyślu
  • bez przesiadek dotarłyśmy do Warszawy z całkiem ciekawym towarzystwem w przedziale (heh)
A pomiędzy dojazdem a powrotem działo się, oj działo:
  • była wycieczka po zamkach (Złota Podkowa) - po rosyjsku,
  • był wieczór w Operze i wieczór w Lampie Naftowej,
  • była wycieczka do Drohobycza i Truskawca i picie super pysznej wody naftusi,
  • była wycieczka do Ашан'a i czipsy krabowe, kawiorowe i o smaku nóżek w galarecie z chrzanem,
  • była wspinaczka na Wysoki Zamek i ucieczka przed burzą,
  • było zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego,
  • był kawior na śniadanie (poniedziałek) i testowanie gorzałki (środa),
  • był bazar krakowski i świńskie głowy i tony czereśni,
  • był koncert w Filharmonii i afterparty.
 Jak na razie to tyle, przy okazji zdjęć podopisuję więcej.

бабуся

Balony.

Trampki.


Kawa.

Niebo.





 
Konik.



4 komentarze:

  1. och Lwów...
    Kochana, jak ja Ci zazdroszczę! ciągnie mnie w te rejony, oj ciągnie! czipsy miałam okazję jeść z kalmarów (przywiezione z wyprawy nad Bajkał - niestety nie mojej) i smakowały dla mnie jak...ser ;), a że lubię poznawać nowe smaki, to się skusiłam jeszcze na wodorosty (trącały mułem, że ho ho) i kawior!
    Zdjęcia super, trampki mnie powaliły! Czekam zdecydowanie na więcej!

    Pozdrawiam i że się powtórzę - Z A Z D R O S Z C Z Ę!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Czipsy kalmarowe czekają na spróbowanie :) Ja teraz marzę o Krymie, ale to najwcześniej za rok... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja! To ja czekam na jakąś szerszą relację o pani co częstowała ciastem, rzeczach co się działy i towarzystwie w pociągu i dzieciach na kolanach!

    OdpowiedzUsuń